,

Pięknie oświetlone brzegi Dunaju. Witaj w Budapeszcie!

Budynek Parlamentu w Budapeszcie

– So, where are you from in Poland?
– Wrocław – odpowiadam, będąc pewnym, że właściciel hotelu zaraz przytaknie i zamilknie – chyba nikt spoza Polski jeszcze nie wiedział, o jakie miasto mi chodzi.
– aaaa, Śląsk Wrocław? I know it! – odpowiedział, a mi szczęka opadła do podłogi. Tak zaczęła się moja przygoda ze stolica Węgier.

Miasto, w którym królują bezdomni

Gdy tylko wysiadłem z metra i przeszedłem przez bramki, w oczy rzucił mi się bardzo niecodzienny widok. W podziemnym przejściu istniało jedno wielkie obozowisko. Nie tymczasowe – ludzie, którzy tu mieszkali, swoje miejsca do spania mieli urządzone naprawdę nieźle, jak na te specyficzne warunki. Grube, wyglądające na wygodne materace, masa przeróżnych koców i kołder (w końcu środek zimy – luty), do tego wokół dość dobrze zaopatrzone stanowiska spożywcze. Bezdomni prowadzili między sobą ożywione dyskusje, a nikogo z setek ludzi przechodzących przejściem w ogóle to nie obchodziło, jakby takie obozowiska były całkowitą normalnością.

No i okazało się, że rzeczywiście, są normalnością. W całym Budapeszcie.

Ciężko znaleźć jest stację metra czy przejście podziemne niezamieszkane przez tymczasowych lokatorów. Na ulicach podobnie – czasem musisz naprawdę się postarać, by w biegu nie wpaść na pojawiające się znikąd materace, często z ludźmi, którzy je zajmują. W Budapeszcie królują bezdomni, i choć mi nie przeszkadzali w ogóle – nikogo nie zaczepiali, cisza i spokój – to obawiam się, że latem, gdy zapachy rozchodzą się dużo bardziej intensywnie, niż zimą, może być to dość męcząca sprawa.

Za to węgierskie przejścia podziemne mają to, co moje rodzinne miasto, Wrocław, utraciło kilka lat temu – wszechobecne miejsca, gdzie możesz na szybko przekąsić coś ciepłego w naprawdę rozsądnej cenie. Małe kawałki pizzy, kawa za 3 złote, miejscowe wypieki, i fantastyczny specjał węgierski – Langosz. Fajny klimat, za którym trochę we Wrocławiu tęsknię – teraz na ulicy można wejść raczej tylko do sieciowego fast fooda czy po hot doga do Żabki, ale ciężko złapać coś dobrego i ciepłego w biegu.

Nocne spacery nad Dunajem

To jest właśnie to, co najbardziej podobało mi się w Budapeszcie. Brzegi tej potężnej rzeki są bardzo ładnie oświetlone, świetnie prezentują się dostojne mosty, a perełką w całej tej świetlnej architekturze jest oczywiście najsłynniejszy chyba węgierski budynek – Parlament.

Czytaj również:  Caminos Naturales - pieszo przez Lanzarote... i całą Hiszpanię!

Budynek Parlamentu w Budapeszcie

Spacerowałem wzdłuż rzeki, podziwiając wszechobecne światła, i co chwilę chowałem z zimna ręce do kieszeni. Ale za chwilę znów je wyjmowałem, by chwycić aparat i zrobić kolejne zdjęcie. W końcu skończyłem w jednej z klimatycznych knajpek, by ogrzać się i spokojnie wypić kawę.

A skoro przy jedzeniu i piciu już jesteśmy, to:

Co i gdzie zjeść w Budapeszcie?

Chciałem koniecznie zjeść coś węgierskiego. Zacząłem dobrze – w którymś z przejść podziemnych po drodze na stację metra przekąsiłem Langosz, który okazał się dobrą i bardzo sycącą przekąską. Wieczorem przyszedł czas na obiad, i tutaj się nie popisałem – po drodze skusiła mnie mała knajpka serwująca Ramen. A że od dawna miałem na to danie wyjątkową ochotę, a zawsze było mi nie po drodze… to wstąpiłem. Zapłaciłem około 20 zł, było bardzo smacznie! Jeśli nabierzesz ochoty na japońską kuchnię na Węgrzech, to świetny ramen dostaniesz tutaj:

Ramenka Budapeszt

Choć zaznaczam, że ekspertem nie jestem. Jadłem pierwszy raz i bardzo mi smakowało.

Następnego dnia skorzystałem z polecenia mojego węgierskiego gospodarza – położonej w żydowskiej dzielnicy restauracji.

Kazimir Bisztró

Miejsce to serwuje w większości typowe węgierskie dania, jest dużo obiadów z kaczki, trochę dań z narodowej świnki węgierskiej – Mangalicy, znajdzie się także niejeden obiad dla wegetarian. Pierwsza potrawa to gulasz z wspomnianej właśnie Mangalicy z ręcznie wyrabianym makaronem i sałatką z ogórków, a druga to warzywa grillowane zapieczone ze szpinakiem i parmezanem.

Jeśli zaś szukasz noclegu w Budapeszcie, to urzeknie Cię apartament Great Central Apartments położony niedaleko centrum. To właśnie tutaj zatrzymałem się na weekend, i stosunek jakości do ceny jest bardzo dobry. Gospodarze w porządku, jest bardzo czysto, przyjemnie, w świetnej lokalizacji, dostajesz cały apartament dla siebie (choć mały) w rewelacyjnej cenie – 25 euro za dobę.

Zarezerwuj nocleg!

Jedzenie przepyszne, obsługa w porządku i bardzo szybka, do tego rachunek za dwie osoby wraz z napojami i wliczoną obsługą zamknął się w jakichś 80 zł, więc ceny bardzo okej. Polecam to miejsce z czystym sumieniem, jeśli masz ochotę na prawdziwą, węgierską kuchnię.

Czytaj również:  W poszukiwaniu rajskiej plaży. Tajlandia i Bali

Ceny na Węgrzech i transport w Budapeszcie

Pierwsze wrażenie mam takie, że ceny na Węgrzech są naprawdę podobne do polskich. Węgierską walutą jest forint, którego na początku dość ciężko przelicza się na złotówki – w zaokrągleniu około 75 forintów daje nam jeden PLN. Po chwili można przywyknąć, ale praktycznie wszędzie w Budapeszcie zapłacimy tyle samo, co za podobne produkty w Polsce. Trochę taniej wychodzą różne przekąski czy kawy na mieście, poza tym ceny w restauracjach, ceny hoteli i artykułów spożywczych są zbliżone do polskich.

Jeśli chodzi o transport publiczny – jest on w Budapeszcie naprawdę dobrze zorganizowany. Mamy kilka linii metra, tramwaje oraz autobusy, jak i rzadko spotykane u nas trolejbusy. Pojedynczy bilet komunikacji kosztuje 350 forintów (niecałe 5 zł), więc zazwyczaj opłaca się bardziej kupić bloczek 10 biletów (3000 forintów) albo bilet 24- lub 72-godzinny. Do tego kursuje specjalny autobus z lotniska do centrum miasta – 100E. Na ten kurs jest osobny bilet, który kosztuje 900 forintów.

Czy warto wpaść do Budapesztu? Zdecydowanie. Nieważne, czy szukasz romantycznych miejsc do spacerów z drugą połówką, czy nocnego życia w dowolnej części miasta – stolica Węgier zapewni Ci każdą z tych atrakcji. Bardzo ładna architektura, coraz większe otwarcie na turystów, i możesz osobiście sprawdzić, czy plotki o przyjaźni polsko-węgierskiej nie są przesadzone. Ja odniosłem wrażenie, że na słowo „Polska” robiło się jakby przyjemniej, ale sprawdź na własnej skórze 😉

Cześć, podróżniku!

Na imię mam Zbyszek i jestem autorem bloga, którego właśnie przeglądasz. Uważam, że w podróży dużo mniej liczy się budżet, a bardziej radość i wspomnienia, więc nieraz ruszam w drogę z małym plecakiem i namiotem, ale nie pogardzę też luksusowym basenem na dachu wieżowca w pięknym hotelu.

Piszę nie tylko o swoich podróżach, ale również doradzam: jak znaleźć fajne loty, jak znaleźć dobry nocleg, jak wszystko zorganizować.

Jeśli chcesz być na bieżąco, śledź mój fanpage na Facebooku: