, , ,

Pułapki tanich lotów

Często sam bardzo zachwalam tanie loty: Londyn za 40 zł, Majorka za 10 euro, Izrael za stówkę! Czasem ceny biletów w różne miejsca są dla przeciętnego człowieka niezainteresowanego tematem wręcz niewyobrażalne – jak to jest, że z Wrocławia do Londynu możemy dostać się taniej, niż do Warszawy? Tak jest rzeczywiście, jeśli kupimy bilet z odpowiednim wyprzedzeniem. Ale trzeba pamiętać o kilku ważnych rzeczach, żeby ostatecznie tania wycieczka nie zamieniła się w dużo droższą, niż planowaliśmy. Na początek:

Bagaż w tanich liniach

Bilet zakupiony w liniach Ryanair, Wizz Air czy Easy Jet może być naprawdę tani, ale w jego cenie możemy zabrać ze sobą jedynie bagaż podręczny. Czyli taki, który ma określone wymiary (najczęściej bardzo małe), i który zabieramy ze sobą na pokład – tutaj również czekają nas pewne ograniczenia co do jego zawartości. Kiedyś tanie linie miały również ograniczenia wagowe, dziś sprowadzają się one przede wszystkim do wymiarów naszych toreb i walizek.

Wymiary

Po pierwsze, każda linia ma dokładnie określony rozmiar walizki, którą możemy wnieść na pokład. W Ryanairze możemy wziąć ze sobą die małe torby, w Wizz Airze jedną – oczywiście w zależności od przewoźnika wymiary są różne, więc jeśli chcemy w pełni wykorzystać możliwości, musimy kupić więcej niż jedną walizkę. Albo kupić uniwersalną, która za to będzie dużo mniejsza, ale będzie pasowała do każdego taniego przewoźnika (z tego rozwiązania akurat ja korzystam). Jeżeli już trafi nam się kontrola wymiarów bagażu, wszystko polega na tym, że musimy zmieścić go w specjalną skrzynkę – sprawa wygląda lepiej, jeśli mamy plecak – zawsze można go na siłę upchać, przy sztywnej walizce, jeśli się nie mieści, pozostanie nam tylko… dopłacić.

Przy każdym locie warto sprawdzić aktualne maksymalne wymiary, wagę i liczbę toreb, które możemy zabrać ze sobą na pokład.

A co możemy spakować?

Jeśli nie planujemy dodatkowych kosztów, czyli pakujemy się tylko w podręczny – musimy się trochę nagimnastykować by zabrać to, co potrzebne. Przede wszystkim płyny – tylko do 100 ml, zamknięte w specjalnym woreczku. Nic ostrego – odpadają np. śledzie do namiotu czy sztućce (chyba, że plastikowe). Nie możemy zabrać niczego, z czym nie wpuszczą nas przez bramki bezpieczeństwa na lotnisku. Tutaj znajdziecie listę wykluczonych przedmiotów.

Inne dodatkowe usługi

W cenie za tani bilet dostaniesz tylko przewóz – za każdą dodatkową rzecz musisz dopłacić. Bardzo często słono. Na przykład – chcesz usiąść przy oknie? Zapłać, bo inaczej może wylosujemy ci miejsce w środku rzędu. Chcesz się napić lub coś zjeść? Proszę, oto menu z cenami. Niemałymi. Chcesz przebukować bilet, bo nie możesz lecieć? Albo ktoś z paczki wypadł, chcecie zmienić nazwisko na bilecie? Zapomnijcie, w 90% procentach przypadków taniej jest kupić nowy bilet.

Dodatkowy haczyk – odprawa

Warto pamiętać, że przy locie tanimi liniami za darmo możemy odprawić się tylko on-line – do 2 godzin przed wylotem. Jeśli zapomnimy – płacimy dodatkowo na lotnisku. Kartę pokładową również musimy sobie wydrukować sami, koszt wydrukowania jej na lotnisku to jakieś 50-60 euro. Tutaj akurat jest trochę lepiej, niż jakiś czas temu – kartę pokładową możemy sobie ściągnąć na telefon i wystarczy w formie elektronicznej – za pomocą aplikacji Ryanair, Wizz Air, czy specjalnej – Pass Wallet.

Przesiadki

Gdy kupujemy bilet na samolot rejsowy na przykład do Australii – najczęściej lot jest z przesiadką. Jeżeli wszystkie przeloty kupujemy jako jeden – mamy wszystko na jednym bilecie, nic nie obchodzą nas problemy typu opóźniony samolot – linie lotnicze muszą zrobić wszystko, by dowieźć nas na miejsce, zadbać o nasz bagaż itp. Nie ma opcji, że jeżeli opóźni się pierwszy lot, to przepada nam następny, jeśli na niego nie zdążymy.

W liniach budżetowych nie mamy możliwości kupienia lotów z przesiadką (do tej pory, mam nadzieję, że to się zmieni). Często jeśli chcemy polecieć w jakieś odleglejsze miejsce, opłaca nam się polecieć najpierw do np. Brukseli czy Oslo i dopiero stamtąd do miejsca docelowego. I tutaj musimy uważać – jeżeli nasz pierwszy lot się opóźni i nie zdążymy na następny – kolejny po prostu nam przepada. Nie stawisz się na czas – Twoja strata, linii nie obchodzi, dlaczego Cię nie ma.

(oczywiście, jeżeli linie dadzą ciała z lotem, wciąż przysługują nam pewne prawa, odszkodowania itp., ale to trochę inna historia)

Londyn… czy Luton?

To często jedna z najgorszych rzeczy w budżetowych przelotach. Jeśli jakieś miasto ma duże lotnisko, jak np. Londyn – Heathrow, a oprócz tego lotniska w pobliskich małych miejscowościach – jak np. Luton koło Londynu, to bądź pewny, Drogi Czytelniku, że wylądujesz na tym drugim. Często jest to zmorą tanich lotów – czekają na nas jeszcze koszty dojazdu do miasta, które było naszym celem – a nieraz możemy mieć nawet ok. 100 km do pokonania. Tak jest w przypadku Londynu, Oslo, Brukseli, Warszawy, Sztokholmu… długo by wymieniać. Parę przykładów:

Warszawa – większość lotów odbywa się z pobliskiego lotniska w Modlinie (40 km);
Londyn – tutaj lądujemy albo w Luton, albo Stansted (odpowiednio 35 i 40 mil);
Oslo – lotnisko Rygge koło Moss (65 km), albo Torp obok Sandefjord (120 km);
Paryż – Beauvais (80 km do centrum)

Wiąże się to na pewno z niższymi opłatami dla linii, co pozwala obniżyć cenę biletu, ale często powoduje wiele niedogodności i niespodzianek – warto dokładnie sprawdzić, gdzie wylądujemy, zanim kupimy bilet i zaplanujemy wycieczkę.

Nie jest tak źle – teraz o mitach już nieaktualnych

W głowach wielu osób też krążą wciąż mity, które kiedyś dotyczyły kupowania tanich biletów, ale już od dłuższego czasu są historią. Nieraz gdy mówiłem komuś, że znalazłem bilety np. do Norwegii za 20 zł, słyszałem, że „pewnie przy kupnie okaże się, że jednak kosztują 320 a nie 20”. Rzeczywiście, kiedyś takie praktyki były na porządku dziennym, o tym poniżej.

Ukryte koszty biletów

Kiedyś  bywało, że Ryanair chwalił się super niskimi cenami biletów: bilet do Irlandii za 19 zł! I rzeczywiście, cena biletu wynosiła 19 zł, za to do ceny biletu dochodziły: Opłaty paliwowe, lotniskowe i podatki. I żeby polecieć, trzeba było zapłacić 300-400 zł. Ta praktyka już dawno poszła w zapomnienie, teraz cena biletu to cena biletu razem ze wszystkimi kosztami. W reklamach, ale również we wszelkich wyszukiwarkach, więc to, co widzimy na ekranie, jest końcową ceną biletu. Czasem dochodzi jeszcze…

prowizja za płatność kartą

Która kiedyś, jeśli nie miałeś specjalnej karty MasterCard Prepaid / karty Wizz Air itp. itd. również stanowiła wielką część ceny biletu. Na szczęście dziś linie również odeszły od tych koszmarnych praktyk i nie dolicza się praktycznie żadnej prowizji, albo jest ona minimalna (do 2% ceny biletu).

Jak widać, na parę rzeczy trzeba uważać, ale jednocześnie trzeba przyznać, że w wielu aspektach praktyki tanich linii znacznie się poprawiły. Nie starają się one robić głupka z klienta i orżnąć go na każdym kroku, ale za to oferują wiele usług, które są lekko mówiąc przepłacone – ale na czymś muszą zarabiać.

Powyższym zestawieniem absolutnie nie chcę nikogo zniechęcać do korzystania z tanich linii. Jak najbardziej wciąż można tanio latać, zwiedzić kawał świata za grosze, ale warto pamiętać o kilku szczegółach, by grosze nagle nie stały się masą pieniędzy. W drogę!

Fanpage

Zbigniew Wu

Mam na imię Zbyszek i miło mi gościć Cię na moim blogu!

Jestem podróżnikiem, jakiś czas temu obudziłem w sobie dawno ukrytą potrzebę zwiedzania świata – nieważne czy zimno, czy ciepło, pada, czy świeci słońce – każdy zakątek jest dla mnie ważny, od Islandii po Brazylię.

Blog podróżniczy to narzędzie, które pomaga mi dzielić się z Tobą swoimi przygodami, a także podpowiedzieć, jak zwiedzić kawał świata trochę taniej, niż z biurem podróży.
Fanpage
Podziel się ze znajomymi!            Share on Facebook0Tweet about this on TwitterEmail this to someone