Wsiadłem do autobusu miejskiego. Nie wiedziałem, dokąd jedzie, bo numer całkowicie nie zgadzał się z tym, co pokazywała aplikacja w telefonie. Ale siedziałem na przystanku już z 20 minut, a nic innego nie przyjeżdżało – w kółko ten sam numer, niezgodny z rozkładem. Trudno, wsiadam – na razie w dobrą stronę. Zajmuję miejsce, chwilę później podchodzi do mnie mała, azjatycka kobieta z prześmiesznym pojemnikiem na pieniądze i pyta, dokąd jadę. Przynajmniej tak mi się wydaje z jej miny i gestykulacji.

Próbuję pokazać na mapie, zaraz są przy mnie już ze 3 osoby, jest wesoło, głośno, i wszyscy próbują mi wytłumaczyć, jak mam trafić do nowego hotelu. W końcu płacę, a po jakiejś godzinie turlania wysiadam, zmieniam autobus, i po trzech godzinach docieram na miejsce. 60 kilometrów drogi przez miasto, by dotrzeć z jednego hotelu do drugiego. Dopiero wtedy, mimo, że wcześniej nie raz spoglądałem na mapę, uświadomiłem sobie, jak wielkie i rozległe jest to miasto.

Biedniejsza część Bangkoku, których w stolicy Tajlandii są setki

Miasto pełne potężnych kontrastów. Pełne przepychu obiekty w centrum kontra zabiedzone dzielnice pobudowane przy śmierdzących kanałach. Wiecznie głośna i hałaśliwa ulica Khao San kontra pełne ciszy parczki i świątynie. Wszystkie miejsca w Bangkoku łączy jedna rzecz – uśmiech. Szczery, przyjemny azjatycki uśmiech i chęć rozmowy i pomocy ze strony mieszkańców.

Witaj w hałaśliwej stolicy Tajlandii!

Obiad za cztery złote? A może prażony konik polny?

Pierwsze, co rzuca się w oczy na ulicach Bangkoku, to wszechobecne jedzenie. Wózki z żarciem są dosłownie wszędzie. Nieważne, czy idziesz przy ogromnej, kilkupasmowej głównej arterii miasta, czy poboczem małej, lokalnej uliczki, prawie na pewno zaraz będziesz wymijać ulicznego sprzedawcę. Jedzenia. Na ulicy kupimy wszystko – od małych przekąsek w postaci smażonej skórki kurczaka czy mini-szaszłyków, przez różnego rodzaju smażone robaki, pasikoniki czy skorpiony, aż po gotowe dania takie jak klasyczny tajski pad thai, smażony ryż z kurczakiem, wszelakie azjatyckie zupy i tym podobne.

Insekty na Khao San Road

Dla niektórych to ponoć prawdziwe przysmaki

Co ciekawe, ceny ulicznego jedzenia potrafią wręcz zaszokować. Pad thai, czyli smażony makaron ryżowy z różnymi dodatkami, jedno z najpopularniejszych dań kuchni tajskiej, można dostać już od 30 bahtów, czyli w przybliżeniu trzech złotych. I to dużą, porządną i naprawdę smaczną porcję. Tak samo wyglądają ceny innych przekąsek i dań – w zależności od miejsca ceny mogą się nieznacznie różnić, ale nawet na najsłynniejszej imprezowej ulicy Bangkoku, czyli Khao San Road, jest naprawdę tanio. A skoro już właśnie przy tej ulicy jesteśmy…

Ulica, która nigdy nie śpi – Khao San Road

Druga w nocy, przebijam się powoli właśnie przez Khao San. Bardzo powoli, ponieważ lokale są pełne, i całkiem pełna jest też ulica. Każdy bawi się gdzie popadnie, przeróżna muzyka dudni ze wszystkich miejsc, pośrodku tworząc bliżej nieokreślony miks i rytm. Ale to nie jest ważne – dla ludzi tutaj ważna jest zabawa. Każdy trzyma w ręku piwo, drinka, lub specjalność zakładu – litrowe wiaderko pełne rumu, coli i lodu. Żwawo zmierzam przed siebie, co chwilę uśmiechając się i przepychając łokciami, i będąc zaczepianym. Tak, tu ktoś proponuje piwko, ktoś się uśmiecha i zagaduje, kilka osób po kolei zbija ze mną piątkę. Przez chwilę miałem zagwozdkę – za dużo było tych spontanicznych reakcji, żeby był to przypadek. Sprawa szybko się wyjaśniła – okazało się, że Dragon Ball jest bardzo popularny na całym świecie, i to koszulka, którą miałem na sobie, przysporzyła mi chwilowej popularności.

Khao San nocą…

Khao San Road w dzień…i za dnia

Impreza na Khao San kiedyś się kończy, w ciągu dnia to zwykła ulica z masą sprzedawców ulicznych, ale kończy się naprawdę późno. Albo wcześnie – zależy, z której strony na to spojrzeć. Jeśli chcesz się wyspać, to zdecydowanie unikaj noclegu w promieniu kilkuset metrów od imprezowej stolicy Tajlandii. Za dnia za to spotkała mnie najdziwniejsza rzecz, jakiej mogłem się spodziewać – na każdym kroku próbowano sprzedać mi… garnitur.

Nie miałem pojęcia, dlaczego. Dlaczego garnitur, dlaczego tu, gdy jest tak gorąco. Why?

Więc trochę powertowałem, i okazało się, że ignorant ze mnie. Bangkok słynie z tego, że można dostać w nim naprawdę świetnej jakości garnitur szyty na miarę, za relatywnie niewielkie pieniądze.

Oczywiście do porządnego krawca raczej nie trafisz przez naganiacza z Khao San, i raczej utopisz kilka stówek, niż będziesz mógł cieszyć się nowym, porządnym nabytkiem w szafie.

Uber? Kolejka? Tuk tuk? A może łódka?

Miasto jest ogromne – żeby zwiedzać poszczególne jego części spacery nie wystarczą. Pisałem już, że z jednego hotelu do drugiego miałem około 60 kilometrów, prawda? Samo miasto powierzchniowo jest około 3 razy większe od Warszawy i liczbą ludności dobija do 10 milionów, a aglomeracja jest o pięć baniek większa. Potęga stolicy Tajlandii wymusiła na niej rozwój przeróżnych środków transportu. Jeśli chcesz przejechać przez miasto szybko – wybierz naziemne metro, jak najtaniej – pojedź autobusem miejskim, wygodnie i w klimie – wybierz Ubera, Graba albo zwykłą taksówkę. Do tego możesz przepłynąć się łódką – chyba najłatwiejszy sposób na przemieszczanie się między położonymi blisko rzeki punktami. Zostaje również ikona Bangkoku – słynny tuk tuk, czyli riksza wyposażona w silnik. I jeszcze jedno – uwaga na płuca. Bangkok słynie z ogromnego zanieczyszczenia powietrza, czego jednym z powodów są na pewno ogromne korki.

Przejażdżka Tuk Tukiem

Przejażdżka Tuk Tukiem

Bangkok na pewno jest przeciekawy. Pełen niesamowitej, Azjatyckiej historii. Ogromne miasto, uznane za najgorętszą stolicę świata – średnia roczna temperatura tutaj to 28 stopni. Cechuje go co najmniej jeszcze jeden rekord. Najdłuższa nazwa na świecie. Wygląda ona, mniej więcej, tak:

Miasto aniołów, wielkie miasto, miejsce pobytu świętego klejnotu Indry (Szmaragdowy Budda), miasto boga nie do zdobycia, wielka stolica świata, ozdobiona dziewięcioma drogimi kamieniami, bogata w potężne pałace królewskie, równe niebiańskiej siedzibie odrodzonego boga, miasto podarowane przez Indrę i zbudowane przez Wisznu. (źródło)

Miasto aniołów, w którym z bogatej galerii pełnej sklepów znanych projektantów możesz w dwie minuty przejść do biednego kanału, w którym za domy służą naprędce sklecone altanki z blachy falistej. Za to wszystkie miejsca w Bangkoku łączą dwie rzeczy: uśmiech i życzliwość.

Nie zwiedzisz go w jeden dzień. Nie zwiedzisz go też w tydzień, a pewnie miesiąca również by nie starczyło. Ale jak tylko się tu pojawisz, od razu wsiąkniesz i poczujesz świetną atmosferę. Nie będziesz żałować – jeśli masz odwiedzić Azję Południowo-Wschodnią, zacznij od Bangkoku.

Cześć, podróżniku!

Na imię mam Zbyszek i jestem autorem bloga, którego właśnie przeglądasz. Uważam, że w podróży dużo mniej liczy się budżet, a bardziej radość i wspomnienia, więc nieraz ruszam w drogę z małym plecakiem i namiotem, ale nie pogardzę też luksusowym basenem na dachu wieżowca w pięknym hotelu.

Piszę nie tylko o swoich podróżach, ale również doradzam: jak znaleźć fajne loty, jak znaleźć dobry nocleg, jak wszystko zorganizować.

Jeśli chcesz być na bieżąco, śledź mój fanpage na Facebooku: