Czy możliwa jest kąpiel w trzech różnych morzach jednego dnia? Izrael jest tak małym państwem, i tak bogatym w ogromne zbiorniki wodne, że jakby się człowiek uparł, to… byłoby to wykonalne! Oczywiście umownie, bo jedno z nich tak naprawdę morzem nie jest. Ale zaraz do tego dojdziemy.

Od północy otoczony jest Morzem Śródziemnym, na południu zaś wbity pomiędzy Egipt i Jordanię uszczknął dla siebie kawałek Morza Czerwonego. Mimo tego, że kraj jest dość mały (ma około 400 kilometrów długości w najdłuższym miejscu), to panuje w nim naprawdę zróżnicowany klimat. Śródziemnomorski na północy, a na południu już typowo pustynny, gdzie w marcu bywa już naprawdę upalnie.

Czas na wędrówkę po wodach Izraela.

 

 

Morze Czerwone

To przez to morze przed wściekłością faraona uciekał Mojżesz wraz ze swoim ludem. Dziś jego wody, a w szczególności Zatoka Akaba, nad którą leżą Egipt, Izrael, Jordania i Arabia Saudyjska, są prawdziwą turystyczną Mekką. Na pewno ze względu na bardzo dobry do turystyki klimat panujący na miejscu, ale również przez fantastyczne rafy koralowe. Nurkowanie w wodach Morza Czerwonego to ogromna atrakcja, również w małym jego kawałku należącym do Izraela. Niestety, najlepsze kawałki plaży są plażami prywatnymi – te, gdzie rafa jest najciekawsza.

Wody Morza Czerwonego są bardzo przejrzyste!

Wartym odwiedzenia miejscem z pewnością jest Eilat Coral Beach Natural Reserve, gdzie wejście jest płatne, tak samo jak wypożyczenie sprzętu do nurkowania, ale na pewno warte uwagi. Warto dodać, że na lotnisku możemy otrzymać kupon rabatowy do tego miejsca – wystarczy nie ominąć pani, która będzie wręczać pakiety startowe wszystkim przyjeżdżającym. Taka przyjemność spotkała mnie na lotnisku w Eilacie (konkretnie w Ovdzie). Można również zaliczyć podwodne obserwatorium, kawałek dalej czeka na nas darmowa, przyjemna i publiczna plaża z barem i prysznicami. A 1,5 kilometra dalej na zachód – przejście graniczne z Egiptem.

Miła odmiana po Egipcie

Ogólnie Eilat, miejscowość leżącą nad Morzem Czerwonym w Izraelu, jest miastem typowo turystycznym. Przy samym morzu ceny również są typowo turystyczne, ale wystarczy odrobinę zagłębić się w miasto, by wszystko wróciło do normy (i tak będzie drogo, ale już w granicach rozsądku).

Do jednego trzeba się w Eilacie przyzwyczaić, będąc nad morzem. Z racji swojego położenia i niezbyt dobrych stosunków z sąsiadami, wody Morza Czerwonego non stop są patrolowane przez okręty wojska izraelskiego.

A co jest największym pozytywem Eilatu?

Mamy tu to samo morze co w Egipcie, podobną rafę koralową, ale… nikt nas nie nagabuje. Nie zaczepia na każdym kroku, nie próbuje wcisnąć w ręce jakiegoś szajsu, sprzedać czegokolwiek. Można przejść się ulicą spokojnie, nie będąc przez nikogo nękanym. To największy plus i bardzo miła odmiana po krajach arabskich.

Morze Martwe

Które tak naprawdę… nie jest morzem. To bardzo słone jezioro, położone w największej depresji świata. Morze Martwe leży na wysokości 422 metrów pod poziomem morza, co ma wiele pozytywnych skutków – między innymi powietrze jest o około 10% bogatsze w tlen, niż normalnie. Okolice jeziora i jego wody słyną z właściwości prozdrowotnych.

Problemów za to związanych z tym akwenem wodnym jest kilka:

  • ze względu na wysokie temperatury i bardzo dużą liczbę godzin słonecznych w ciągu roku, jezioro wysycha, sukcesywnie z roku na rok się zmniejsza, i jeśli nic się nie zmieni, to za kilkadziesiąt lat zniknie całkowicie,
  • teren wokół zbiornika jest bardzo trudny i niebezpieczny – znajduje się tam wiele uskoków, przez co ciężko jest cokolwiek budować. Z dwóch popularnych kurortów, Ein Gedi i Ein Bokek, aktualnie czynny jest tylko ten ostatni, gdyż w Ein Gedi w kilku miejscach dosłownie zapadła się ziemia.

Ale Morze Martwe jest miejscem bardzo turystycznym, można tam spotkać ludzi z całego świata, ja widziałem masę Azjatów oraz Amerykanów – momentami można było się poczuć jak na Florydzie.

Każdy zażywa kąpieli błotnych nad Morzem Martwym. Co ciekawe, błoto kupuje się… w torebkach, w sklepach.

Woda jest bardzo słona, i naprawdę trzeba uważać, by nie dostała się do oka. Poza tym – na samym początku jest lekko dziwnie, gdy się położymy, ale potem korzystanie z jej uroków to czysta przyjemność. Wyporność jest niesamowita, dzięki czemu dosłownie unosimy się na wodzie, i naprawdę można czytać gazetę czy książkę na leżąco bez żadnego problemu. Duża część plaż nad Morzem Martwym to plaże prywatne, należące do hoteli, ale są również plaże publiczne.

To Morze Martwe z całego Izraela wspominam najlepiej pod względem wypoczynku – miejsce jest fantastyczne. Gwarantowana pogoda (gdy odwiedzałem ten kraj, w Eilacie wiał potężny wiatr), ciekawe doświadczenie i świetny klimat.

Wybierasz się do Izraela? Zarezerwuj najlepszy nocleg z booking.com!

Morze Śródziemne

A to już woda, którą większość z nas dobrze zna – morze, nad którym spędzaliśmy niejedne wakacje, tylko w jego europejskiej części. To tutaj czeka nas dużo bardziej europejski klimat, w Tel Awiwie czy Hajfie zimą potrafi być naprawdę chłodno. To Tel Awiw jest drugim miastem, do którego bardzo chętnie latają samoloty z Polski – w bardzo dobrej cenie dostaniemy się tutaj z kilku polskich miast.

Tak prezentuje się drugie największe miasto w Izraelu

Sam w Tel Awiwie byłem tylko przejazdem, więc nie udało mi się zaliczyć kąpieli we wszystkich największych wodach Izraela. Miasto jest naprawdę duże, jest drugim największym ośrodkiem miejskim w Izraelu (po Jerozolimie). Kilkadziesiąt kilometrów dalej na północ czeka na nas ośrodek turystyczno-imprezowy, trzecie miasto Izraela, czyli Hajfa. Istnieje nawet miejscowe powiedzenie, które mówi, że “Jerozolima się modli, Tel Awiw pracuje, a Hajfa się bawi”.


Najlepszym pomysłem na zwiedzenie Izraela wydaje się kupienie lotów na osobne lotniska – przylot do Ovdy i wylot z Tel Awiwu, albo odwrotnie. Wybór jest bardzo duży – od jakiegoś czasu do Izraela lata zarówno Ryanair jak i Wizz Air, w walkę cenową z tymi przewoźnikami wplątał się również nasz rodzimy LOT, który zaczął oferować przeloty do Tel Awiwu w bardzo korzystnych cenach.

Cześć, podróżniku!

Na imię mam Zbyszek i jestem autorem bloga, którego właśnie przeglądasz. Uważam, że w podróży dużo mniej liczy się budżet, a bardziej radość i wspomnienia, więc nieraz ruszam w drogę z małym plecakiem i namiotem, ale nie pogardzę też luksusowym basenem na dachu wieżowca w pięknym hotelu.

Piszę nie tylko o swoich podróżach, ale również doradzam: jak znaleźć fajne loty, jak znaleźć dobry nocleg, jak wszystko zorganizować.

Jeśli chcesz być na bieżąco, śledź mój fanpage na Facebooku: