Grudzień 2019. Internet powoli zaczyna donosić o przypadkach nowej, tajemniczej choroby, która zaczyna dziesiątkować ludzi w Chinach. Jak zwykle przy zagrożeniu, o którym nie wiedzieliśmy absolutnie NIC, reakcje były całkiem odmienne – od całkowitego bagatelizowania problemu do wieszczenia końca świata i ludzkości. Dziś, ponad dwa miesiące później problem wprawdzie nie zniknął, ale wiemy już o nim dużo więcej, choć wciąż za mało. Czym jest najnowszy koronawirus, nazwany COVID-19, który paraliżuje światową gospodarkę i turystykę, i jak bardzo powinniśmy się go bać?

Na początek – trochę liczb

Zacznijmy od cyferek. Oczywiście poniższe dane za kilka dni będą już całkowicie nieaktualne, ale do każdego wykresu i danej podaję na bieżąco aktualizowane źródła, więc możesz sobie kilkoma kliknięciami sprawdzić, jak wygląda sytuacja. Druga sprawa jest taka, że aktualnie próbka jest już tak duża, że większość proporcji pewnie zostanie zachowana – a przynajmniej pozostaje nam mieć nadzieję, że sytuacja się nie pogorszy.

Trwające zakażenia

Przypadki zamknięte

Dane pochodzą ze strony https://www.worldometers.info/coronavirus/, aktualne na dzień 28.02.2020

Powyższe wykresy mogą trochę przerażać, ale w rzeczywistości chyba nie jest aż tak źle – od połowy lutego liczba trwających zakażeń systematycznie maleje (choć powoli), a procentowy udział wyleczonych pacjentów w przypadkach zamkniętych z dnia na dzień wzrasta. Na początku lutego wyleczeni pacjenci stanowili około 60% zamkniętych przypadków (40% zakończyło się śmiercią!), na dziś ten stosunek wynosi już 93-7 i wygląda na to, że wciąż będzie się polepszał – WHO szacuje śmiertelność wirusa na około 2%. Na powyżej podanej źródłowej stronie z danymi możesz przejrzeć sobie dużo więcej wykresów.

Im młodszy, tym lepiej

Ciekawie wyglądają za to tabele z podziałem na grupy wiekowe. Śmiertelność wśród ludzi poniżej czterdziestki nie przekracza 0,2%, dwukrotnie rośnie w grupie wiekowej 40-49 lat, ale sięga aż prawie 15% wśród ludzi starszych, niż 80 lat. Najgorzej z wirusem radzą sobie osoby z chorobami układu sercowo-naczyniowego, wśród nich co dziesiąty przypadek zachorowania na wirusa kończy się śmiercią. Innymi czynnikami ryzyka są osoby chore na raka czy cukrzycy.

Dane ze strony https://www.worldometers.info/coronavirus/coronavirus-age-sex-demographics/, aktualne na dzień 28.02.2020

Dodatkowo kobiety radzą sobie dużo lepiej z wirusem, śmiertelność jest o około 30% niższa, niż u mężczyzn.

Stosunkowo niska śmiertelność połączona z długim okresem inkubacji (okres od momentu zarażenia do wywołania objawów), podczas którego chorzy również zarażają, jest główną siłą wirusa. Dzięki powyższym czynnikom może on szybko rozprzestrzeniać się po świecie, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy żyjemy w globalnej wiosce, a miliony ludzi codziennie przekraczają granice drogą lądową, powietrzną i morską.

Wirus aktualnie atakuje głównie we wschodniej Azji i w Europie

Czy tak naprawdę wiemy, ile osób jest zarażonych?

Ciężko powiedzieć, ale wydaje się, że tak naprawdę nie mamy pojęcia. Po pierwsze, masa osób, głównie młodych, z silnym układem odpornościowym, może przejść wirusa bezobjawowo, albo z minimalnymi objawami, zarażając dalej. Po drugie, wiele krajów, jak na przykład Polska, widnieje na mapie jako te, w których nie ma jeszcze ani jednego przypadku wirusa, ale jak bardzo rzetelne są to dane? Trzeba rzucić okiem na liczbę testów, które wykonano w danych krajach.

Przykładowo w Polsce liczba wykonanych testów to… 39. Żaden z nich nie potwierdził obecności wirusa u pacjentów. Jak się to ma do innych państw?

Na potęgę rozpoczęło się badanie obywateli Korei Południowej, która aktualnie jest największym ogniskiem wirusa poza Chinami (2337 przypadków), w której wykonano ponad 66 tysięcy testów! Wirus w Europie dotarł już do prawie wszystkich państw Europy Zachodniej (nawet do Islandii), nie potwierdzono za to jeszcze za bardzo przypadków w środkowej i południowo-wschodniej części kontynentu. Do tej pory sytuacja spod kontroli wymyka się jedynie we Włoszech – tam liczba zarażonych sięga już powoli tysiąca, w żadnym z pozostałych państw Europy nie przekroczyła 60, a w większości nie jest większa, niż 10 osób.

Mapę z liczbami możesz śledzić na bieżąco na stronie polecanej przez WHO.

Perspektywy?

Co dalej? Wirus trochę zwolnił, ale wciąż rozprzestrzenia się w szybkim tempie, pojawiają się ogniska w nowych krajach. Co nas czeka? Niektórzy eksperci twierdzą, że najprawdopodobniej wirus pozostanie z nami już na zawsze – tak samo, jak grypa czy inne sezonowe choroby [1, 2]. To, co na pewno sprzyja tak szybkiemu rozprzestrzeniania się nowej choroby jest prosty fakt – mamy zimę. Mimo, że dużo cieplejszą, niż zwykle, to i tak są to warunki bardzo sprzyjające wirusowi – potrafi przetrwać w temperaturze pokojowej dwa dni[1], a w czterech stopniach… nawet miesiąc. Podobnie wygląda sytuacja z grypą, na którą liczba zachorowań zimą jest kilkakrotnie większa, niż latem[1]. Nadzieje te potwierdza też aktualna sytuacja – wirus szybko rozprzestrzenia się w Chinach, Korei Południowej, Iranie i północnych Włoszech, czyli w krajach, w których aktualnie jest po prostu zimno – maksymalnie kilkanaście stopni w ciągu dnia.

Jak za to wygląda sytuacja w tropikach?

Pierwsze zachorowania w Singapurze pojawiły się w drugiej połowie stycznia, a po ponad miesiącu liczba zarażonych wciąż nie przekroczyła 100. Australia, Malezja, Filipiny, Wietnam, Tajlandia – w każdym z tropikalnych krajów wirus nie rozprzestrzenia się tak szybko, jak w tych, gdzie aktualnie panuje zima, i w żadnym z nich liczba przypadków nie przekroczyła setki mimo tego, że wirus pojawiał się tam szybciej, niż w Europie.

Wczoraj WHO doniosło, że w fazie opracowywania jest około 20 szczepionek (przez różne zespoły), a kilka leków jest w fazie testów klinicznych. Mimo to, organizacja podniosła poziom zagrożenia z wysokiego na najwyższy – czyli w żadnym wypadku nie można sprawy bagatelizować.

Mam nadzieję, że nawet, jeśli wirusa nie uda się zwalczyć, to wyhamuje przez wiosnę i lato, a gdy powróci w kolejnym sezonie zimowym, to będziemy na niego już dużo, dużo lepiej przygotowani.

Jak reaguje branża turystyczna?

Cała gospodarka dostaje powoli po tyłku, a The Economist donosi, że najprawdopodobniej najbardziej dostanie się Europie. Jak w tym wszystkim odnajduje się to, co nas interesuje, czyli branża turystyczna?

Jak można się domyślać, bardzo kiepsko. Po pierwsze, Chińczycy stanowią aktualnie ogromny procent rynku turystycznego w Europie. Część szwajcarskich hoteli musi uciekać się do pomocy rządowej, by nie zwalniać pracowników. Ruch turystyczny zmalał ogromnie, w najczęściej odwiedzanym kraju świata, czyli Francji, ruch turystyczny aktualnie zmalał o 30-40%!

Cierpią również biura podróży. Choć całe giełdy powoli pikują w dół, akcje biur podróży spadają najszybciej – TUI jest najtańsze od 2013 roku, inne biura również zaliczają największe dołki od miesięcy czy lat. Zainteresowanie wyjazdami zagranicznymi spada, część wyjazdów zostaje odwołana, podobna sytuacja ma miejsce w liniach lotniczych. Wielka część lotów do i z Chin już dawno została odwołana, aktualnie Wizz Air zawiesił część połączeń do Włoch, Podobnie zachowuje się linia Air France – zwraca pieniądze wszystkim, którzy chcą odwołać swój lot do północnej części Włoch.

Mam już zarezerwowane loty. Lecieć, czy nie lecieć?

I tutaj leży pies pogrzebany. Wszystkie powyższe informacje można sobie odkopać w internecie to tu, to tam, ale jak na tej podstawie podjąć decyzję – co z wakacjami? Z jednej strony wirus rozprzestrzenia się szybko, z drugiej – to wciąż niecałych 90.000 przypadków, około 0,001% ludności Ziemi, a w samym ognisku, prowincji Hubei w Chinach, choruje około jeden na tysiąc mieszkańców.

Jeśli Twoje wakacje są dopiero za jakiś czas, za kilka miesięcy, sam wstrzymałbym się z decyzją co robić dalej, bo nikt nie jest w stanie powiedzieć z dużą dozą pewności, jak sytuacja z wirusem będzie wyglądała w, dajmy na to, lipcu.

A co, jeśli lecę już zaraz, za kilkanaście dni?

W takim wypadku sytuacja robi się trochę skomplikowana. Choć nie zawsze – nie widzę przeciwwskazań, by wsiąść w samolot z przesiadką w Nowym Jorku i spędzić dwa tygodnie na rajskich plażach w Cancun. Wirus do tej pory nie pojawił się w Ameryce Centralnej i wygląda na to, że pod tym względem jest tam dużo bezpieczniej, niż nawet w Polsce. Inna sytuacja to wyjazd np. do północnych Włoch na narty, gdzie wirus w ostatnich dniach rozprzestrzenia się bardzo szybko, a zarażonych przybywa setkami każdego dnia. Zastanowiłbym się dwa razy, a jeśli mógłbym odwołać wyjazd ze zwrotem kosztów – pewnie zrobiłbym to bez wahania. Nawet gdybym mógł odzyskać tylko część środków, pewnie też poszedłbym na taki układ, zamiast ryzykować zakażenie – z troski o swoje zdrowie oczywiście, ale również innych. Sam ze względu na swój wiek i kondycję nie obawiam się za bardzo nowej choroby, ale na pewno nie chciałbym nieświadomie przenieść jej na innych ludzi, których zderzenie z wirusem może być dużo, dużo cięższe.

Podobnie sytuacja ma się z innymi krajami, jak na przykład Tajlandią. Z jednej strony to bardzo blisko Chin, a kraj jest jednym z najczęściej wybieranych przez chińczyków docelowym miejscem wakacji, a z drugiej widzimy, że wirus za bardzo nie rozprzestrzenia się na miejscu, a znakomita większość chińskich wycieczek zostaje odwołanych. Raczej wsiadłbym w samolot i poleciał na wakacje, ale ominąłbym Bangkok i wszystkie większe skupiska, a skupiłbym się na plażowaniu i mierzeniu ze znanymi zagrożeniami – jak denga czy malaria.

Każda sytuacja jest inna, ale przed wyjazdem warto rozważyć wszystkie za i przeciw. Przede wszystkim rzuć okiem na powyższe linki i sprawdź, jak ma się sytuacja w miejscu, do którego zamierzasz się udać. Sytuacja jest od pewnego czasu stabilna, czy nagle liczba zarażonych zaczęła rosnąć? Sprawdź nie tylko miejsca, do których się udajesz, ale również wszystkie, w których będziesz mieć przesiadki! W planie masz zwiedzanie wielkich miast, marketów, galerii, koncertów, czy może jednak będziesz stronić od ludzi, a Twoim celem jest natura?

Masę potrzebnych informacji znajdziesz na stronie Głównego Inspektoratu Sanitarnego, który opracowuje komunikaty na podstawie, między innymi, informacji od WHO – https://gis.gov.pl/kategoria/aktualnosci/. Sytuacja w miejscu, do którego się wybierasz, będzie dobrze opisana na portalu MSZ – Informacje dla podróżujących.

Jeśli jednak musisz wyjechać z powodów służbowych, albo Twoja kalkulacja wskazała, że nie czeka Cię za bardzo ryzyko:

  • trzymaj się dobrze wytycznych WHO. Unikaj miejsc zatłoczonych, unikaj kontaktu z osobami, które wykazują objawy choroby, bezwzględnie tych z objawami układu oddechowego,
  • koniecznie dbaj o higienę, myj często ręce, nie dotykaj twarzy dłońmi,
  • przygotuj się na to, że niezależnie od tego, dokąd się udasz, musisz przygotować się na potencjalną kwarantannę! Nie można przewidzieć, gdzie i z jaką siłą uderzy wirus, a może właśnie ten Meksyk, do którego się wybierasz, stanie się nowym ogniskiem choroby, bo ktoś już go tam rozsiewa. To pewnie mało prawdopodobne, ale musisz pamiętać, że taki scenariusz może się wydarzyć, i możesz skończyć na kilkutygodniowej kwarantannie.
  • zapoznaj się z objawami wirusa i pamiętaj, że nie każda choroba to zakażenie Covid-19,
  • rozumiem, że dla Ciebie wirus nie stanowi zagrożenia – pamiętaj jednak o innych, Twoich bliskich i znajomych, którzy mogą przejść chorobę dużo gorzej.

Panika jest zła. Ignorancja jeszcze gorsza?

Gdy dopiero pojawiały się informacje o wirusie w styczniu 2020, świat dzielił się na dwa obozy:

  • katastrofistów wieszczących koniec świata, mówiących o mobilnych krematoriach w Chinach, które ukrywają liczbę zmarłych,
  • olewaczy, którzy twierdzili, że za dwa tygodnie nie będziemy pamiętać o żadnym wirusie.

Jak zwykle z czasem okazało się, że prawda leży pośrodku – świat się nie kończy, a ludzie nie umierają na ulicach, ale nie poradziliśmy sobie z nową chorobą, i choć wydaje się, że sytuacja powoli się stabilizuje, to wciąż nie mamy leku, szczepionki i nie możemy przewidzieć, co stanie się dalej. Ludzkie emocje przy sprawie nowej choroby są tak intensywne, bo boimy się przede wszystkim nieznanego, a wciąż nie znamy nowego wirusa – mamy szczątkowe informacje, ale nie wiemy, jak się zachowa, jest sprytny, szybko się rozprzestrzenia.

Sam aktualnie wciąż jestem w Szwajcarii, w której kilka dni temu potwierdzono pierwszy przypadek koronawirusa. Mieszkam w Grindelwaldzie, który odwiedzają głównie Azjaci, przede wszystkim z Chin. Kryzys turystyczny widać tu gołym okiem, mimo że wciąż na ulicach przeważają gości z dalekiego wschodu, to turystów jest mało, na fatalną zimę nałożyła się sprawa z wirusem, co daje całkiem mizerny efekt. Mimo to nikt na miejscu nie panikuje – wszyscy poważnie podchodzą do tematu, w różnych miejscach pojawiają się darmowe maseczki, wszędzie są płyny do dezynfekcji rąk, ale zapasy nie znikają z półek, i wszyscy funkcjonują całkiem normalnie. Jeśli więc nie musisz, to lepiej nie podróżuj w miejsca bardziej dotknięte wirusem, a jeśli już, to zachowaj potrzebne środki ostrożności. Oby na ostrożności się skończyło.

2 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *