Stary, prawie stuletni basen, czyszczony raz do roku, pełen glonów, z rozpadającą się przebieralnią. Co tutaj może być fajnego?

Odpowiedź brzmi: wszystko. A jeszcze fajniejsze jest to, co znajduje się już za basenem!

Seljavallalaug – najstarszy basen na Islandii

Kąpiel w ciepłym basenie, gdy temperatura powietrza nie przekracza dziesięciu stopni? W chyba najbardziej malowniczo położonym basenie na świecie, tuż u podnóża najbardziej znanego w Polsce islandzkiego wulkanu – Eyjafjallajökull?

Seljavallalaug wybudowany został prawie sto lat temu, w 1923 roku. Był to pomysł na zmniejszenie śmiertelności na morzach wśród Islandczyków, których większość na początku XX wieku po prostu nie umiała pływać mimo tego, że wielu z nich utrzymywało się z rybołówstwa. Czy był to pierwszy wybudowany w tym kraju basen? Tego nie wiem, na pewno jest najdłużej stojącym basenem – najstarszym z tych, które przetrwały do dziś.

Co jest takiego zachwycającego w starym, brudnym, rozpadającym się basenie?

Po pierwsze, jego malownicze położenie. Aby się do niego dostać, należy skręcić z głównej drogi okalającej wyspę w drogę numer 242 w okolicach wulkanu, następnie zostawić samochód i ostatnie 15-20 minut trasy przejść pieszo. Pod sam koniec spaceru ukarze się Twoim oczom następujący widok:

Widok na islandzki, opuszczony basen Seljavallalaug

Okolica jest cudowna. Zarówno zimą, jak i latem, miejsce ma niesamowity klimat.

Po drugie, w basenie jest ciepła woda. Naprawdę ciepła – w okolicach 34-35 stopni (latem, zimą spada do dwudziestukilku). Pochodzi z pobliskich gorących źródeł, i wbrew wszelkim obawom, nie jest stojąca – woda przepływa przez basen i wypływa z drugiej strony, więc nie trzeba aż tak obawiać się o higienę.

Po trzecie – wejście jest darmowe, przez 24 godziny na dobę. Basen stoi na terenie prywatnym,  ale widocznie turyści nie przeszkadzają właścicielowi, który w żaden sposób nie ogranicza dostępu do basenu.

Prawie wszyscy turyści po wizycie i kąpieli w basenie przebierają się, pakują i ruszają w powrotną drogę. I to jest największy błąd! Nawet, jeśli obrzydza Cię pełen glonów basen i nie zamierzasz do niego wchodzić, zabierz ze sobą kąpielówki, ponieważ…

…jeszcze ciekawiej jest za basenem!

Po pstryknięciu fotek na miejscu i ewentualnej kąpieli weź wszystko i rusz dalej, w górę strumienia (czy potoku). Po drodze trzeba trochę uważać – miejsca jest mało, skały śliskie i łatwo stracić równowagę, ale po chwili spaceru czeka Cię miła niespodzianka. Wystarczy przejść się około pięciu minut, by natrafić na zbudowane z kamieni mini-wanny, pełne gorącej, czystej jak łza wody!

Ruszamy dalej – basen to nie koniec atrakcji!

Gorące źródła przy potoku. Kilka minut za islandzkim basenem Seljavallalaug

Naturalne, gorące źródła. Dużo mniej zatłoczone 🙂

Miejsce pełne jest spływającej nieustannie z góry, idealnej do kąpieli ciepłej wody, więc i w tym przypadku nie mamy do czynienia z wodą stojącą. Jeszcze ani razu nie spotkałem tu turystów, tak samo nikt z moich znajomych, którzy odwiedzili to miejsce. I choć na pewno ktoś tam czasem bywa – ktoś w końcu wanny musiał zbudować – to szansa na samotną, relaksującą kąpiel jest dużo większa, niż w często zatłoczonym, opuszczonym basenie. No i jest zdecydowanie czyściej.

Ostatnia rzecz, która Cię zachwyci, to…

Fenomenalne widoki

Otoczenie basenu, źródeł i potoku jest naprawdę bajeczne. Cudownie surowe zimą i wspaniale zielone latem. Wokoło jest naprawdę pięknie:

Droga za islandzkim, opuszczonym basenem Seljavallalaug

A kolejnych tylko kilka minut spaceru dzieli Cię od takiego widoku:

Kanion kawałek za basenem Seljavallalaug

Mimo wszystko wiele osób pomija basen na swojej drodze przez islandzkie atrakcje – z prostego powodu. Nie jest dostępny bezpośrednio z parkingu, a trzeba do niego kawałek przejść. Nie popełnij tego błędu – otoczenie jest świetne, a na basenie panuje niepowtarzalny klimat. Za rekomendację może wystarczyć fakt, że znalazł się w rankingu 10 najlepszych basenów The Guardian.

Dodaj do tego spacer pięknym kanionem, prywatną kąpiel w dzikich gorących źródłach, i przepis na niezapomnianą wycieczkę gotowy. Czerwcowy bonus – jeśli ruszysz w kierunku basenu w okolicach połowy czerwca, czeka Cię dodatkowa, fantastyczna atrakcja – fioletowy dywan łubinu na drodze!

Cześć, podróżniku!

Na imię mam Zbyszek i jestem autorem bloga, którego właśnie przeglądasz. Uważam, że w podróży dużo mniej liczy się budżet, a bardziej radość i wspomnienia, więc nieraz ruszam w drogę z małym plecakiem i namiotem, ale nie pogardzę też luksusowym basenem na dachu wieżowca w pięknym hotelu.

Piszę nie tylko o swoich podróżach, ale również doradzam: jak znaleźć fajne loty, jak znaleźć dobry nocleg, jak wszystko zorganizować.

Jeśli chcesz być na bieżąco, śledź mój fanpage na Facebooku: