, ,

Bilet do USA za kilkadziesiąt złotych? Trochę o programie Miles & More

Miles & More

Być może spotkałeś się kiedyś z tymi nieprawdopodobnymi historiami. Wywiady i opowieści ludzi, którzy za grosze przemierzają świat. Którzy na co dzień żyją jak przeciętni ludzie – pracują w korpo, jeżdżą kilkuletnią Skodą, w kieszeni noszą zwykłego smartfona z Androidem, albo kilkuletni aparat z jabłkiem. Mają jednak nietypowe hobby. Hobby i umiejętności, które pozwalają im latać po świecie za grosze. Wynajdują niesamowite okazje, błędy taryfowe i błędy w programach linii lotniczych.

Weekend w Nowym Jorku? Proszę bardzo. Majówka na Malediwach? Szybki, tygodniowy urlop na Karaibach? Nie ma problemu. Pyk, kilkadziesiąt złotych za bilety, i jest. Brzmi jak coś nierealnego, prawda?

A gdyby takie możliwości miał każdy z nas? Nie aż na tak wielką skalę, ale jednak. Gdybyś miał możliwość raz na rok, dwa lub trzy skorzystać z możliwości zakupu biletu lotniczego do USA, Chin, Tajlandii czy Dubaju za kilkadziesiąt złotych – skorzystałbyś? Pytanie retoryczne. Jasne, że tak. Większość z nas by skorzystała.

Wielkie możliwości otwiera przed nami największy program lojalnościowy wśród linii lotniczych, Miles & More. O co w tym chodzi, jak można zbierać mile, i czy ciężko jest uzbierać na (prawie) darmowy bilet – zapraszam do wpisu o tym świetnym programie.

Czym w ogóle jest program Miles & More i z czym to się je?

Miles & More to największy w Europie program lojalnościowy. Założyła go Lufthansa, później dołączyły inne linie lotnicze (w tym nasz rodzimy LOT), w międzyczasie zyskał około 15 milionów użytkowników. Zasada działania jest prosta, jak w innych programach lojalnościowych. Robimy zakupy, rezerwujemy noclegi, kupujemy bilety lotnicze, a jeśli będziemy robić to “u swoich”, to powoli naliczane nam będą punkty, które wymienimy później na bonusy – między innymi na darmowe bilety lotnicze właśnie (nie do końca darmowe, ale o tym później).

Zacząć jest bardzo prosto. Wystarczy założyć konto na stronie Miles & More. Po kilku minutach mamy już swój numer członkowski, i możemy zacząć gromadzić punkty. Na start możemy dostać 500 mil – wystarczy zapisać się do Newslettera. Proste? Pewnie, że tak. Zabawa zaczyna się dalej.

Gromadzenie mil

W jaki sposób zbierać mile?

Pierwsze, co przychodzi do głowy, to oczywiście kupowanie biletów lotniczych. Za częste latanie będziemy mogli latać dalej. Niestety, linie budżetowe takie jak Ryanair, Wizz Air i inne nie biorą udziału w programie Lufthansy, więc nie jest tak prosto. Na stronie programu znajdziemy kalkulator, który łatwo wyliczy nam, za jaki lot ile otrzymamy mil – i tak na przykład za przelot z Wrocławia do Nowego Jorku z przesiadką w Warszawie otrzymamy, w zależności od taryfy biletu w klasie ekonomicznej, od 1200 do 7000 mil. Szału nie ma, bo przecież mało kto z nas często lata za ocean. Za to lot krajowy liniami LOT z Wrocławia do Warszawy to 150-1000 mil, również w zależności od rodzaju klasy rezerwacyjnej.

No fajnie, widać, że się da, choć przy częstotliwości lotów liniami LOT, Lufthansy itp. przeciętnego człowieka, zbyt szybko wielu mil nie uzbieramy. Co dalej? Na szczęście mile za loty to dopiero wierzchołek góry lodowej.

Mile za rezerwacje

Mile możemy zbierać za różnego rodzaju rezerwacje w podróży. Szukasz pokoju hotelowego? Rzuć okiem na promocje M&M, może się okazać, że za tę samą cenę pokoju, co normalnie, wpadnie Ci na konto dodatkowe 2-3 tysiące mil w promocji. Potrzebujesz wypożyczyć samochód? Wypożyczalnia Hertz ma akurat milową promocję. I tak dalej.

I nie chodzi tu o to, żeby zawsze już korzystać tylko z firm uczestniczących w programie – czasem może się to w ogóle nie opłacać. Ale robiąc wszystko z głową, można bonusowo uzbierać całkiem niezłą sumkę mil na koncie.

Mile za zakupy

Niestety, jeśli chodzi o zakupy stacjonarne w Polsce, to oferta programu jest dość uboga. Mile zgarniemy za zakupy w Aparcie (każde wydane 5 zł to jedna mila na naszym koncie), niektórych sklepach wolnocłowych na lotniskach (2 zł = 1 mila), oraz w programie Payback.

Program Payback podaję tutaj jako zupełną ciekawostkę, bo przelicznik wychodzi bardzo słaby – zwykle 1 punkt Payback otrzymujemy za wydane 2 złote w sklepach, a 5 punktów możemy wymienić na jedną milę. Daje nam to jedną milę za każde wydane 10 zł – słabo, ale z drugiej strony zawsze coś i powoli możemy zbierać. Do tego program Payback często ma dodatkowe promocje – 500 punktów gratis za zatankowanie na stacji BP, 500 punktów za rezerwację z booking.com, 10.000 punktów za przeniesienie abonamentu do Orange itp. Wybierając oferty, z których i tak korzystamy, można spokojnie uciułać przy okazji 2-3 tysiące mil w roku.

Dodatkowe mile za… pisanie?

Tak, za kilka minut spędzonych przy komputerze możesz zarabiać dodatkowe mile w programie. Polega to wszystko na współpracy z portalem HolidayCheck, który za każdą napisaną przez Ciebie recenzję hotelu, w którym spędziłeś co najmniej jedną noc, przyzna Ci dodatkowe 100 mil (numer karty podajemy na końcu dodawania opinii). Recenzować można hotele, w których spało się w ciągu ostatnich dwóch lat, więc na początek można nabazgrać całkiem sporo recenzji.

Dostaniemy mile za maksymalnie 10 recenzji w danym miesiącu, czyli 1000 mil miesięcznie (w styczniu 2018 trwa promocja – za 10 recenzji możemy otrzymać 1700 mil). Po zaakceptowaniu naszych opinii w ciągu dwóch tygodni mile zostaną naliczone na koncie. Co jakiś czas twórcy portalu wyrywkowo proszą o jakieś potwierdzenie naszej rezerwacji – proszą, by na potwierdzeniu znalazło się nasze imię oraz zgadzały się daty. Mi zdarzyło się do tej pory jakieś dwa razy, recenzji napisałem dopiero kilkanaście, nie miałem żadnych większych problemów.

A potencjał jest spory – jeśli spałeś w jakimś małym pensjonaciku, którego nigdzie nie możesz znaleźć (na bookingu, airbnb czy właśnie na holidaycheck), to kilkasz po prostu “Dodaj nowy” i skrobiesz recenzję. Fajny sposób na zarobienie kilku tysięcy mil w roku.

I jeszcze jedno – mile za codzienne płatności

Tak, mile możemy zbierać za codzienne zakupy w sklepie, płatność za rachunek za telefon i tak dalej. Możliwość taką oferuje nam mBank ze swoją Kartą Kredytową Miles & More. Tutaj, w zależności od rodzaju karty, otrzymamy 1 milę za 6 lub 4 zł wydane kartą. Odsetki od wykorzystanego limitu naliczane są po 54 dniach, więc można śmiało przerzucić wszystkie płatności na kartę kredytową, a co jakiś czas spłacać tylko wykorzystany limit, dzięki czemu nie zapłacimy ani grosza odsetek, a zbierać będziemy co miesiąc pokaźną sumę mil.

Załóżmy, że trafia do Ciebie zwykła karta mBanku, nie premium, a wydatków co miesiąc masz niecałe 2500 zł. Daje Ci to 400 mil miesięcznie, czyli prawie 5 tysięcy za rok korzystania z karty. Całkiem w porządku, prawda?

Niestety karta ma duże opłaty roczne, ale jeśli będziemy jej często używać, to możemy nie zapłacić ani grosza, oprócz opłaty za wydanie karty. Wszystkie szczegóły w linku powyżej – polecam dokładnie zapoznać się z warunkami i sprawdzić, czy na pewno jesteś w stanie wyrobić limity, żeby korzystanie z karty Ci się opłaciło, a nie było dopłacaniem do interesu.

No dobrze, uzbierałem trochę mil. Co dalej?

Po pierwsze, loty w standardzie kosztują dość sporo. Przykładowy lot do USA i z powrotem to wydatek rzędu 60.000 mil, które uzbierać, umówmy się, byłoby dość trudno. Druga sprawa, to fakt, że mile to nie wszystko. Do ceny biletu w milach trzeba doliczyć dopłaty, które trzeba zazwyczaj opłacić gotówką (można zrobić to również milami, ale zupełnie się to nie opłaca). Możesz korzystać z bonusowych mil w ten sposób, albo możesz też czekać na promocje, które trafiają się co jakiś czas (a zazwyczaj trwają non stop, tylko za każdym razem na inne kierunki).

W tym miejscu nadszedł czas na polecenie świetnego bloga, Lojalny Pasażer, na którym autor opisuje wiele ciekawostek związanych z programem Miles & More i nie tylko. Ostatni wpis związany z promocją na kupowanie biletów za mile pokazuje, że lot po Europie w 2 strony (np. do Paryża, Wenecji czy Barcelony) można było zarezerwować już za 7 tysięcy mil. Do USA – już od 25 tysięcy mil w dwie strony!

Przykładowa rezerwacja z artykułu na trasie Warszawa – Astana – Warszawa to wydatek 40.000 mil z konta + 84 zł dopłat lotniskowych. Stanowczo taniej można było polecieć choćby do Los Angeles (25.000 mil) – co wydaje się być już bardzo atrakcyjnym kierunkiem.

Za mile można klecić dowolne podróże – na powyższym blogu znajdziesz choćby propozycje podróży dookoła świata. Na przykład trasa Bruksela – Tokio – Sydney – Los Angeles – Nowy Jork – Warszawa to 110.000 mil i 916 zł opłat lotniskowych. Brzmi nieźle, prawda?

Możliwości wykorzystania mil jest dużo więcej – można podwyższyć klasę kupionego już biletu, zarezerwować nocleg czy wypożyczyć samochód. Temat zdecydowanie nie jest na jeden wpis, i po głębsze jego zrozumienie odsyłam jeszcze raz na bloga Lojalnego Pasażera.

Dla kogo jest program?

Czy da się latać non stop za darmo, korzystając z Miles & More? Pewnie się da, wyszukując kolejne dziury w programach i bonusach, zbierając co miesiąc tysiące mil bez uszczerbku dla portfela. Ale program ten daje dodatkowe możliwości dla ludzi, którzy nie chcą bawić się w ślęczenie non stop nad dziurami w promocjach. Korzystając z bonusów na co dzień, płacąc kartą za zakupy i pisząc recenzje z miejsc, które odwiedziliśmy, możemy raz na rok czy dwa uzbierać sobie mile, które pokryją koszt biletów lotniczych w nasze wymarzone miejsce – USA, Japonia, Chiny czy Australia.

Powyższy wpis to tylko wprowadzenie do tematu. Ale równie dobrze, jeśli nie chcesz się za bardzo przejmować, możesz na nim skończyć – wyrobić kartę, zacząć zbierać mile i to wystarczy, żeby raz na jakiś czas polecieć za darmo choćby do Lizbony czy Stambułu. Program jest dla wszystkich.

To tyle na początek – zakładaj konto, pisz recenzje, zbieraj punkty i lataj. Ja zacząłem niedawno kolekcjonować mile, by za jakiś czas polecieć sobie do USA. Po miesiącu uzbierałem ich już ponad 3 tysiące. Całkiem bezboleśnie, więc jak najbardziej się da. Do zobaczenia w trasie i powodzenia!

Cześć, podróżniku!

Na imię mam Zbyszek i jestem autorem bloga, którego właśnie przeglądasz. Uważam, że w podróży dużo mniej liczy się budżet, a bardziej radość i wspomnienia, więc nieraz ruszam w drogę z małym plecakiem i namiotem, ale nie pogardzę też luksusowym basenem na dachu wieżowca w pięknym hotelu.

Piszę nie tylko o swoich podróżach, ale również doradzam: jak znaleźć fajne loty, jak znaleźć dobry nocleg, jak wszystko zorganizować.

Jeśli chcesz być na bieżąco, śledź mój fanpage na Facebooku: