, ,

Polowanie na wieloryby z aparatem – oglądając największe stworzenia na Ziemi

Gdy byłem bardzo mały, cholernie interesowałem się dinozaurami. Fascynowały mnie, wszystkie dziwne nazwy nie miały dla mnie tajemnic w wersji polskiej, jak i łacińskiej. Wiedziałem gdzie i kiedy żył dany gatunek, żaden z nich nie był mi obcy. Masa książek, i perełka wśród nich – „Wędrówki z dinozaurami”, produkcji BBC. Co to była za radość, wielka książka wraz ze wspaniałymi zdjęciami z filmu! I tak fascynowałem się tą przyrodą sprzed milionów lat, aż w pewnym momencie trafiłem do Muzeum Przyrodniczego w rodzimym Wrocławiu.

Zwiedzałem z rodzicami, aż trafiliśmy na potężny szkielet – kości Płetwala Błękitnego. Jak się okazało, największego stworzenia, jakie kiedykolwiek żyło na Ziemi. Byłem trochę zszokowany – jak to, coś, co żyje do dzisiaj, ma być większe, niż te wszystkie potężne gady z książek? Większe, niż ogromne Zauropody osiągające po kilkadziesiąt metrów długości i kilkadziesiąt ton wagi? Mój świat trochę legł w gruzach, ale zaraz pobiegłem czytać co tylko się dało na temat tych ogromnych wielorybów. Fascynowało mnie, że całe życie spędzają w wodzie, a nie są rybami, lecz ssakami. Minęły lata, pasja przyrodnicza gdzieś trochę przygasła (choć wciąż uwielbiam naturę), aż w końcu dane mi było zobaczyć kuzynów największego stworzenia na Ziemi na żywo…

Pierwsza komercyjna wycieczka, z jakiej postanowiłem skorzystać na Islandii to właśnie rejs w poszukiwaniu wielorybów i delfinów. Akurat byłem w stolicy, Reykjaviku, gdzie takie wycieczki są dość popularne (ale nie jest to najlepsze miejsce na takie rejsy – krąży opinia, że lepszym miejscem wypadowym jest Husavik). No to co, płyniemy!

Większość osób na rejsach wyposażona jest w profesjonalne zestawy fotograficzne 😉

Cena i informacje podstawowe

Ja korzystałem z usług jednej z najpopularniejszych tego typy firm w Reykjaviku – Elding. Mają niejedną łódź, wszystko elegancko przygotowane, kilkoro przewodników na każdej wycieczce, i, oczywiście, możliwość kupienia wielu pamiątek. Rejs trwa około trzech godzin, a cena za osobę dorosłą wynosi 11.000 ISK, czyli niecałe 400 złotych. Dziecko w wieku 6-12 lat płaci połowę tej kwoty, a młodsze mogą płynąć za darmo.

W innych firmach jest podobnie – przedział 10-12 tysięcy ISK. Jako, że wypływamy oglądać dziką przyrodę, nikt nie obieca nam spotkania Płetwala Błękitnego, Orki, czy chociażby delfinów, ale część firm zapewnia kolejny rejs za darmo, jeśli nie uda się zaobserwować żadnego z morskich stworów. I tak zwykle skuteczność mają ponad 90%, więc nie ma się co martwić, że niczego nie uda nam się zobaczyć.

Warto się nie krępować i śmiało wskakiwać w ciepły kombinezon, który przewoźnik udostępnia na miejscu za darmo. Na morzu jest zdecydowanie chłodniej, a w kombinezonie nie straszna ani temperatura, ani wiatr – są fenomenalne

Warto dodać, że zwykły rejs to po prostu odpłynięcie kawałek (dość spory) od brzegu i poszukiwanie większych morskich zwierząt – delfinów, wielorybów. Najczęściej w okolicach Reykjaviku pojawiają się Delfiny i Płetwale Karłowate, ale w okolicach Islandii można zobaczyć Orki, większe wieloryby a nawet Płetwale Błękitne. Wszystko zależy tak naprawdę od szczęścia. Ale! Niektóre firmy mają w swojej ofercie specjalne rejsy (oczywiście droższe), gdzie wyrusza się na poszukiwanie konkretnego gatunku. Jeśli coś interesuje Cię w szczególności – warto się rozejrzeć.

Polowanie

Wypłynęliśmy z lekkim opóźnieniem – klasycznie trzeba było poczekać na parę osób, ale nic strasznego. Wszyscy raczej byli zaaferowani statkiem i ubieraniem na siebie ciepłych kombinezonów. W żadnym wypadku nie polecam ich unikać – zakładać je można nawet na kurtkę, więc wystarczy na chwilę zdjąć buty, by ubrać się naprawdę komfortowo. Wtedy na górnym pokładzie niestraszny deszcz (chyba, że dla aparatów), mocny wiatr, ani niska temperatura. W końcu może być tak, że spędzimy około 3 godziny w dość statecznej pozycji, więc warto zadbać o komfort cieplny.

Pierwsze kilkanaście minut rejsu to opowiadanie pani przewodnik na temat okolic – w końcu tak blisko brzegu pewnie bardzo rzadko jakiekolwiek zwierzęta podpływają, więc warto czymś zająć czas. Po jakimś czasie ujrzeliśmy pierwsze delfiny. Doświadczenie świetne, bo było ich kilka (w tym jeden maluch!), pływały wokół statku i podpływały nawet na kilkanaście metrów.

 

Na początku wyglądało to tak…

A później już tak! 🙂

Przyznam, że ciężko ustrzelić je aparatem, zwłaszcza przy padającym co chwilę deszczu i mocnym wietrze. Zwierzaki pojawiają się nad wodą tylko na chwilę, i za każdym razem wypływają w innym miejscu. I gdy myślisz, że nacelowałeś aparat w miejsce, gdzie zaraz powinny się pojawić… okazuje się, że sobie skręciły, i płyną już w zupełnie innym kierunku. Tak samo z wielorybami – spotkaliśmy niejednego Płetwala Karłowatego, ale nie udało mi się żadnego uwiecznić w sensowny sposób.

W pewnym momencie postanowiłem po prostu odstawić aparat i cieszyć się tym, co widzę. Przez dwie godziny pływania w kółko po oceanie co chwilę natykaliśmy się na coraz to nowe morskie stworzenia, po drodze co chwilę ciesząc oko ptasim towarzystwem – mewami lub maskonurami.

Ta mewa przez dłuższy kawałek zdecydowała lecieć sobie zaraz koło naszego statku.

Warto, czy nie warto?

Pani przewodnik mówiła, że mieliśmy dużo szczęścia. Mi generalnie się podobało, ale słyszałem, że bywają rejsy, gdzie z 200-300 metrów zobaczysz kawałek płetwy i już – nic więcej nie uda się zobaczyć. Z drugiej strony, niektórym udaje się spotkać naprawdę rzadkie okazy – jak Orki, czy większe wieloryby, albo dają one świetne pokazy – wyskakują z wody, podpływają bezpośrednio pod statek. Wiele w tej zabawie zależy od szczęścia.

Niby było 10 stopni, ale bez kombinezonu byłoby naprawdę ciężko.

Cena może nie jest bardzo atrakcyjna, ale jak na Islandię, wydaje mi się bardzo przyzwoita – mogłoby być dużo drożej, i nikt nie mógłby być za bardzo zdziwiony. Ostatnio coraz bardziej walczy się na Islandii z konsumpcją wielorybiego mięsa ze względu na brutalność polowań – i większości turystów pewnie wystarczy polowanie z aparatem fotograficznym.

Na koniec dla chętnych zostawiam link do strony internetowej, gdzie znaleźć można wszystkie firmy zajmujące się wycieczkami, których głównym celem jest oglądanie wielorybów. Udanych łowów!

Podoba Ci się ten wpis?

Dołącz do społeczności newslettera, i otrzymuj oprócz podsumowania nowych wpisów raz w tygodniu, dodatkowe, niedostępne nigdzie indziej treści. Bądźmy w kontakcie!

Fanpage

Zbigniew Wu

Witaj na moim blogu podróżniczym!

Mam na imię Zbyszek i miło mi gościć Cię na moim blogu! Jestem gościem, który jakiś czas temu obudził w sobie dawno ukrytą potrzebę zwiedzania świata. Spakowałem plecak, ruszyłem, i tak zostało do dziś. Blog podróżniczy to narzędzie, które pomaga mi dzielić się z Tobą swoimi przygodami!

Oprócz przygód, staram się przemycić tutaj jak najwięcej użytecznych informacji. Robię dla Ciebie przewodniki, poradniki i opisy wielu ciekawych miejsc. Wszystko to znajdziesz niżej, podzielone na odpowiednie kategorie. Jeśli jesteś tu pierwszy raz, zapraszam Cię również na stronę Pierwszy raz na blogu.

Miłego zwiedzania!
Fanpage