Z jednej strony masa wodospadów, które sprowadzają szczękę coraz niżej do podłogi podczas jazdy krajową jedynką – mijamy je co chwilę. Z drugiej – lodowce i wulkany. Czarne, piękne plaże. Niebezpieczny ocean, wrak samolotu, siedliska pięknych maskonurów… Południowa część Islandii jest zdecydowanie najbardziej nasycona turystycznymi atrakcjami.

Południowa Islandia jest piękna, ale i mroczna. To tutaj najczęściej można spotkać się z kiepską pogodą, a nisko wiszące, gęste chmury idealnie współgrają z klimatem czarnych plaż i niebezpiecznych fal Atlantyku.

Zacznijmy wędrówkę po atrakcjach na południu wyspy:

Wrak samolotu

Zaczniemy od miejsca, które jeszcze do niedawna atrakcją turystyczną nie było w ogóle.

Samolot leży w tym samym miejscu już 44 lata. W 1973 roku pilot jednostki zmuszony był do awaryjnego lądowania na plaży w pobliżu miejscowości Vik – na pokładzie było 7 osób, nikomu nic się nie stało. Nie opłacało się transportować wraku – wymontowano z niego to, co najcenniejsze, a kadłub pozostawiono na pastwę losu.

A skąd w ogóle amerykańskie wojska na Islandii? Islandia była bazą wojskową USA w czasie zimnej wojny – ze względu na swoje położenie, połowa drogi między Ameryką Północną i Europą.

Przez lata wrak powoli stawał się ciekawostką turystyczną, ale jedną z tych nieprzewodnikowych – trzeba było napocić się, by go odnaleźć, dysponować raczej samochodem przeznaczonym na inne nawierzchnie, niż tylko asfaltowe. Ostatnio się to zmieniło – wrak jest łatwo dostępny (prowadzi do niego elegancka ścieżka) i naprawdę oblegany przez turystów. Cały wyślizgany w wielu miejscach, pojawia się na nim coraz więcej napisów, ale póki co jest i jeszcze ma się dobrze (jak na wrak, który ma 44 lata).

Jeśli zdecydujecie się na odwiedziny w tym miejscu – polecam późny wieczór, może być trochę zimno, ale za to jest szansa, że turystów już nie będzie, albo pojedyncze sztuki – za dnia naprawdę ciężko uchwycić wrak w kadr bez osób trzecich.

Lodowiec Sólheimajökull

Dużo mniejsza wersja ogromnej, i bardzo popularnej Glacier Lagoon, znajdującej się w południowo-wschodniej części Islandii.

Przed samym lodowcem mamy małe jezioro, w którym od niedawna pływają duże kawałki lodu. Jeszcze kilka lat temu nie było w tym miejscu nawet jeziora! Ale wielki kawał lodu powoli zmniejsza swą objętość, co można zaobserwować choćby na tym filmiku:

Możemy dojść na pieszo pod sam lodowiec, można nawet bez problemu na niego wejść, ale bez potrzebnego sprzętu zdecydowanie odradzam takie wyczyny. Znajdujące się na miejscu ostrzeżenia również.

Jeśli ktoś ma ochotę potuptać sobie po wielkich kawałkach lodu, to można to zrobić razem z przewodnikiem, ofert wycieczek na miejscu jest mnóstwo, w cenie dostaniemy cały potrzebny sprzęt i opiekę przewodnika. Ceny – około 300-500 zł.

Miasteczko Vik i okolice

Mała osada na południu wyspy. Największa mieścina w swojej okolicy, a mieszka w niej… około trzystu osób. 300! U nas ciężko znaleźć tak małą wioseczkę na mapie, na Islandii na mapie widać ją z daleka. Cóż, taki urok tego kraju – a Vik jest jedną z najpopularniejszych miejscowości, miasteczkiem, przez które codziennie przewalają się tysiące turystów. To jedyne miejsce w okolicy, gdzie można zrobić zakupy, zatankować paliwo, coś zjeść… a także okolica pełna wspaniałych, turystycznych atrakcji.

Reyjnisfjara

Piękna, czarna plaża, cholernie popularna wśród turystów z kilku względów. Przede wszystkim ze względu na swój świetny, mroczny klimat. Czerń piasku, bardzo często przykryta gęstą jak smoła mgłą, połączone z szumem oceanu dają świetny efekt.

Ale to nie wszystko, jak widać na zdjęciu powyżej. Tam, gdzie tłoczą się turyści, znajdują się efektowne, bazaltowe formacje skalne, a z oceanu wynurzają się potężne, wysokie na kilkadziesiąt metrów iglice.

Na samej plaży można ujrzeć też prawdziwą wściekłość oceanu – fale bywają tam naprawdę agresywne i niebezpieczne, o czym niestety przekonał się już niejeden turysta, a dla kilku skończyło się to najgorzej, jak tylko mogło – zostali porwani do oceanu i już nie wrócili. Przede wszystkim ze względu na swą nieuwagę, więc naprawdę warto traktować znajdujące się tam ostrzeżenia jak najbardziej poważnie.

Dyrhólaey

Półwysep w okolicach Viku, znajduje się tu latarnia morska i łuk skalny, ale najważniejszą atrakcją wydają się być… maskonury. Tutaj można spotkać ich naprawdę wiele (latem!), są przyjazne i nie uciekają – można się do nich odpowiednio zbliżyć z aparatem.

widok z półwyspu

Wodospady

Na Islandii wodospadów dostatek. Jest ich mnóstwo, pisałem już chociażby o potężnym Gulfossie. Na południu jest ich naprawdę dużo – towarzyszą nam cały czas podczas jazdy krajową jedynką, niektóre mniejsze, niektóre większe, wiele bezimiennych, tuż obok tych wielkich, popularnych i turystycznych.

Skogafoss

źródło: https://www.flickr.com/photos/giuseppemilo/34692750741

Piękny, potężny wodospad, który można oglądać zarówno z góry, jak i z dołu. Majestatyczny, o bardzo regularnym kształcie, leżący w pobliżu znanego nam dobrze wulkanu Eyjafjallajökull.

W pobliżu znajduje się darmowy parking, restauracja, mały sklepik a także pole namiotowe.

Seljalandsfoss

źródło: https://www.flickr.com/photos/mejvis/14970356038

Kolejny olbrzym – woda spada tutaj z wysokości 60 metrów! Tym, co wyróżnia Seljalandsfoss na tle innych islandzkich wodospadów jest fakt, że można go obejść dookoła. Wspaniałe widoki czekają na nas podczas wędrówki wokół wodospadu. No i przemoknięcie do suchej nitki 😉

Uwaga – od niedawna parking przy wodospadzie jest płatny, kosztuje 700 koron, czyli lekko ponad 20 zł!

(zdjęcia wodospadów niestety nie są moje – nie wziąłem ze sobą odpowiedniego filtra na obiektyw i nie wyszły mi udane)

Czy to wszystko?

Oczywiście, jak najbardziej nie. To, co widać wyżej, to najpopularniejsze miejsca turystyczne w południowej części Islandii. Przymierzam się do stworzenia podobnego przewodnika, z miejscami, które nie są zatłoczone i okupowane przez turystów, a takich jest pełno, i czasem znacznie przewyższają urokiem te najpopularniejsze. Ale na to przyjdzie czas – muszę jeszcze trochę poeksplorować to miejsce 😉

Cześć, podróżniku!

Na imię mam Zbyszek i jestem autorem bloga, którego właśnie przeglądasz. Uważam, że w podróży dużo mniej liczy się budżet, a bardziej radość i wspomnienia, więc nieraz ruszam w drogę z małym plecakiem i namiotem, ale nie pogardzę też luksusowym basenem na dachu wieżowca w pięknym hotelu.

Piszę nie tylko o swoich podróżach, ale również doradzam: jak znaleźć fajne loty, jak znaleźć dobry nocleg, jak wszystko zorganizować.

Jeśli chcesz być na bieżąco, śledź mój fanpage na Facebooku:


Odbierz eBook "Jak tanio latać"!

Cześć!

Mam dla Ciebie mały prezent. Napisałem ostatnio małą książkę - eBook pt. "Jak tanio latać".

Jest to zgromadzenie mojej wiedzy dotyczącej tanich lotów, informacje o tym jak szukać biletów, gdzie i za pomocą jakich narzędzi, do tego trochę praktycznych wiadomości - o bagażach, odszkodowaniach za opóźniony lot...

Jedyne, co musisz zrobić, żeby go otrzymać, to zapisać się poniżej do newslettera. Nie martw się, jeśli chcesz - możesz od razu się wypisać 🙂